Początek historii…

bc499ben-daraztkarskiZastawialiście się kiedyś, jak to się stało, że w ogóle taka marka jak Cocoa pojawiła się na rynku? Wiadomo, że przy każdym projekcie potrzebne są inspiracja, pomysł, pasja, sporo czasu i wytrwałości i tylko jeśli wszystkie te elementy ze sobą się połączą, to może powstać coś wyjątkowego. I dokładnie tak było u nas…

Pomysł na produkcję czekolady pojawił się w naszych głowach w roku 2009. Na samym początku sprawdzaliśmy możliwości i szukaliśmy dla siebie miejsca na rynku. Wystarczy spojrzeć na półkę z czekoladami w sklepie, żeby zobaczyć jak szeroka jest to kategoria, jak ogromna jest konkurencja i jak trudno będzie dwóm osobom rozpocząć coś nowego. Dwóm osobom ?! Tak. Dokładnie dwóm osobom, bo przez dłuższy czas przygotowania i późniejsza produkcja był obsługiwane tylko przez dwie osoby! O nas opowiemy trochę później – teraz skoncentrujemy się na początkach firmy.

Mniej więcej przez pół roku szukaliśmy w Polsce miejsca, gdzie moglibyśmy kupować surowe ziarna kakaowca. Nie znaleźliśmy. Skoro nie tu, to może będziemy ziarna importować z zagranicy i z nich zaczniemy robić czekoladę? To interesująca opcja i ten wariant wybraliśmy. Surowiec teoretycznie już jest, ale trzeba jeszcze z surowego ziarna kakao zrobić czekoladę. W październiku 2009 roku zobaczyliśmy ogłoszenie w gazecie, w którym znalazło się to cudo – bęben drażetarski SPOMASZ z 1974 r. i 120 l. kocioł warzelny z mieszadłem z roku 1992. Za cały sprzęt musieliśmy zapłacić 22’000 pln brutto. To spore pieniądze – jak na nasze ówczesne możliwości, ale byliśmy gotowi, żeby rozpocząć produkcję!

Sprzęt wówczas zakupiony pozwolił nam robić czekoladę z masła kakaowego, mielonego cukru palmowego i kakao w proszku. Zwyczajnie, kocioł jest zbyt prymitywnym urządzeniem, by rozetrzeć ziarno. Zakup młyna kulowego i jego modernizacja pozwoliła nam stać się producentami bean-to-bar, ale o tym dowiecie się w kolejnych wpisach…